KSW

Radosław Paczuski przed KSW 70: „Nie ma drogi na skróty, swoje trzeba zrobić”

Pinterest LinkedIn Tumblr

Podczas gali KSW 70 dojdzie do debiutu w okrągłej klatce jednego z najlepszych polskich kickboxerów, Radosława Paczuskiego.

Bilety na galę KSW 70 są już w sprzedaży w serwisie eBilet.pl.

Chociaż Radek przygodę ze sportami walki rozpoczął dość późno, dziś ma na swoim koncie pokaźne doświadczenie zebrane w kickboxingu, boksie i muay thai. Ma też już za sobą debiut i trzy świetne wygrane w mieszanych sztukach walki. Jego sportowa droga zaczęła się jednak od piłkarskiego boiska.

– Przygodę ze sportem rozpocząłem od piłki nożnej – wspomina Radek. – Miałem wtedy sześć lat, a grałem przez kolejne dziewięć. Dość dobrze mi to wychodziło. Grałem w młodzieżówce Legii Warszawa i chodziłem do szkoły sportowej. Od zawsze ciągnęło mnie jednak też do sportów walki i tak w wieku piętnastu lat trafiłem na salę bokserską. Rano miałem treningi piłkarskie, a wieczory wypełniałem boksem. W sumie przez rok zajmowałem się jednym i drugim. Po roku stwierdziłem, że piłka nie sprawia mi już radości. Zdecydowałem, że chcę iść na sto procent w sporty walki. Postawiłem wszystko na jedną kartę.

Radek zaczął od boksu, a na salę treningową trafił za sprawą księdza.

– Nawet jak byłem młodszy, myślałem już o MMA, ale tak to bywa, że czasami wybiera się klub, który jest blisko. Zacząłem od boksu w klubie parafialnym założonym przez księdza. Nigdy w domu nam się specjalnie nie przelewało, a w klubach trzeba było płacić składki członkowskie. Nie miałem kasy, więc wszystko było odwlekane w czasie. Pewnego dnia usłyszałem o sekcji założonej przez księdza Mikulskiego w Radości. Okazało się, że jest ona za darmo. Kto chce trenować może przyjść i nie musi nic płacić. W dniu, w którym się o tym dowiedziałem, byłem już na pierwszym treningu. Spędziłem tam w sumie trzy lata. Po pewnym czasie, gdy trener dostrzegł, że jestem bardzo zmotywowany do treningu, dał mi klucze do sali i dzięki temu mogłem jeszcze więcej trenować, również w soboty i niedziele. Święta, nie święta, codziennie byłem na sali. Mogłem przychodzić, kiedy chciałem, a chciałem codziennie, więc trenowałem każdego dnia. Wówczas już czułem, że to jest mój sport, moja pasja.

Pełna rozmowa z Radosławem Paczuskim pod linkiem:

https://www.kswmma.com/news/3951

Comments are closed.