KSW

Artur Sowiński przed KSW 62: „Trzeba umieć zwyciężać i przegrywać”

Pinterest LinkedIn Tumblr

Artur Sowiński, który podczas gali KSW 62 ponownie wejdzie do klatki, ma już za sobą ponad trzydzieści stoczonych pojedynków. Zawodową karierę rozpoczął w roku 2007. Na przestrzeni blisko czternastu lat, do walczenia motywowały go różne rzeczy.

Artur treningi na macie rozpoczął dość późno, ale fascynacja sportami walki tkwiła w nim od dzieciństwa. 

– Z każdą walką motywacja się zmieniała – wspomina Artur. – Jak byłem na studiach i jeszcze nie walczyłem w KSW, to była chęć zaimponowania kolegom i koleżankom, forma wyróżnienia się, robienia czegoś męskiego. Była to też jakaś forma podbudowania własnego ego. W dzieciństwie nigdy nie biłem się na ulicy. Nie chciałem zawieść taką postawą mojej mamy, bo tata by to pewnie zrozumiał. Bójek na podwórku raczej więc unikałem, a trenując mogłem walczyć na sali w sportowej atmosferze. Sportami walki interesowałem się od małego głównie przez filmy. Chciałem więc spróbować swoich sił w konfrontacji z innymi.  Z czasem motywacje się zmieniały. Pojawiły się pieniądze. Gdy zarobiłem po raz pierwszy cztery tysiące za walkę, myślałem, że chwyciłem pana Boga za nogi, ale już wtedy wiedziałem, że MMA będzie moją życiową drogą.

Wraz z wiekiem zmieniło się też podejście Artura do walczenia, do zwycięstw i porażek.

– Lubię to robić i wiem, że jestem w tym dobry. To też powoduje, że dalej chcę walczyć, bo jeśli kiedyś zabraknie tej iskry, to trzeba będzie się z zawodowym sportem pożegnać. Pasja do sportu cały czas we mnie tkwi. Zmieniło się natomiast moje podejście do porażek i sukcesów. Gdy byłem młodszy zdecydowanie przeceniałem zwycięstwa. Myślałem, że wygrana zmieni całe moje życie. Nad wyrost natomiast przejmowałem się porażkami. Wydawało mi się, że to koniec świata, że to jest duży problem. Prawdziwe problemy jednak mają dzieci na onkologii i ich rodzice, a przegrana w walce tak naprawdę nic nie zmienia w naszym życiu. Trzeba po prostu z niej wyciągać wnioski. Trzeba umieć zwyciężać jak mężczyzna, ale też trzeba umieć przegrywać jak mężczyzna. Długo się tego uczyłem i cały czas się uczę. Dziś porażki potrafię zwyczajnie wziąć na klatę, a zwycięstwa już nie generują we mnie takich skrajnych emocji. Jest oczywiście radość, ale prawdziwą, długotrwałą radość sprawią mi narodziny zdrowego dziecka, którego oczekuję.

Dalszy ciąg wywiadu pod linkiem:

https://www.kswmma.com/news/3584

Comments are closed.