Tag

felieton

Browsing

Dziś wieczorem postanowiłem przyjrzeć się sytuacji Jana Błachowicza i zastanowić się nad tym co zdecydowało o tym, że Polak nie otrzymał upragnionej szansy walki o mistrzowski kas kategorii półciężkiej. Dla przypomnienia w nocy czasu polskiego ogłoszono, że Janek zmierzy się z Ronaldo „Jacare” Souzą na gali UFC w Sao Paulo. Więcej o tym zestawieniu tutaj: http://mymma.pl/jan-blachowicz-vs-jacare-souza-16-listopada-na-gali-ufc-w-sao-paulo/ Niestety nie pomogła zorganizowana akcja polskich kibiców, którzy zalewali social media hashtagiem JanVsJon. Dana White jeszcze kilka dni temu zapowiadał, że Jan wyglądał świetnie w starciu z Rockoldem i że najpewniej będzie rywalem Jona Jonesa w walce rangi mistrzowskiej. Tak się jednak nie stało, a zatem czas wyciągnąć na światło dzienne to co mogło zdecydować o tym, że Janek niestety swej szansy nie otrzymał. Daniel Cormier / Anthony SmithMożliwe, że jeden z wymienionych zawodników zadeklarował chęć wcześniejszego powrotu do octagonu niż pierwotnie zakładano. Jak wiadomo medialnie zawsze lepiej sprzedają się rewanże, a w przypadku…

fot. https://www.facebook.com/MMAmedKhalidov/ Tradycyjnie przy okazji występu Mameda Khalidova mieliśmy do czynienia z nagłym wysypem tzw. „Januszy”. Ot zwykli kanapowcy, sezonowcy, ludzie którzy o MMA pojęcia nie mają, fani wrestlingu itp. – nagle oni wszyscy znaleźli się w miejscu średnio pożądanym przez hardkorowego fana MMA mianowicie w sekcji chata na youtubowym kanale RT Sport, brytyjskiego partnera medialnego organizacji ACB. Zaczęło się już około 20 Janusze tłumnie wyruszyli z krucjatą i zdominowali wspomnianego chata, mało tego przy walce ciężkich Vakhaev vs. Boser niektórzy mylili Mukhomada z Mamedem, twierdząc że mistrz KSW strasznie się „spasł”. Ciężko było to czytać bo poza kilkoma sensownymi wypowiedziami nielicznej garstki użytkowników wciąż sypały się pytania: „kiedy walczy Mamed?”, „który to Mamed?”, „z kim Mamed walczy?” itd. w konsekwencji zwyczajnie odpuściłem i ukryłem chat, tak aby się nie rozpraszać i skupić się na oglądaniu walk. W końcu wszyscy Janusze się doczekali. Nastał oczekiwany moment – Mamed wychodzi do…

Royce Gracie zszokował świat 12 listopada 1993 roku jednak organizacja UFC zaczęła swoją działalność ponad 20 lat temu. Rodzina Gracie ustabilizowała swoją pozycję w Brazylii dzięki walkom Helio, Carlosa i Carlsona Gracie. Nadszedł, więc czas aby zdobyć kolejny rynek i właśnie dlatego Rorion Gracie zdecydował o wyjeździe do USA.

Przyleciałem do USA w 1969 roku i zostałem obrabowany, zabrali moje bilety lotnicze i cały zapas gotówki jaki zabrałem ze sobą z Brazylii. Musiałem siedzieć w Ameryce cały rok. To było interesujące doświadczenie dzięki, któremu poznałem wielu prawdziwych przyjaciół. Musiałem spać na ulicy, a za łóżko służyły mi rozłożone gazety jednak to doświadczenie pozwoliło mi w pełni dojrzeć.

Rorionowi w końcu udało się powrócić do Brazylii jednak nie zagościł tam długo, gdyż po krótkim pobycie powrócił do USA, aby nauczać jiu-jitsu w garażu. Przez około dziesięć lat Gracie wpajał miejscowym trenerom, że inne sztuki walki są gorsze od jiu-jitsu stale pokonując ich w garażu jednego po drugim. Niektórzy z pokonanych dołączali do zacnego grona podopiecznych Roriona i koniec, końców wszystko szło po myśli Brazylijczyka.

W pewnym momencie zrozumiałem, że muszę wyjść z garażu, aby pokazać jiu-jitsu światu, dotarło do mnie także, że będę potrzebował telewizji, aby w pełni rozreklamować tą sztukę walki.

Zbieg okoliczności i koleje losu sprawiły, że jednym z podopiecznych Roriona był John Milius scenarzysta i dyrektor wielu show telewizyjnych. A jak pierwotnie miał wyglądać octagon?

To było nieprawdopodobne jednak goście z telewizji z entuzjazmem przyjęli pomysł takich walk. Na początku godzinami wraz z Johnem projektowaliśmy arenę zmagań. Zastanawialiśmy się nad fosą pełną aligatorów, ogrodzeniem pod prądem próbowaliśmy różnych rzeczy, gdyż zależało nam na tym by zawodnicy nie uciekali tak jak miało to miejsce, gdy walka toczyła się w ringu. Ostatecznie zaprojektowaliśmy octagon.

Helio Gracie, ojciec Roriona zaaprobował projekt i tak to wszystko się zaczęło…

Wszyscy chcieli abym wystawił Ricksona w turnieju jednak ja wszystko doskonale przemyślałem. Wiedziałem, że wystawienie wielkiego faceta, który sterroryzował by rywali nie miało najmniejszego sensu i nie prznyniosłoby spodziewanego efektu. Zdecydowałem się na Royce’a gdyż był on szczupły i wątły, a jego ewentualne zwycięstwo miało zrobić wrażenie na ludziach i mój plan się powiódł!

2800 fanów zjawiło się w McNichols Sports Arena w Colorado na gali UFC 1, co więcej sprzedano aż 85 000 subskrypcji PPV co spodowowało, że po drugiej gali UFC magazyn Forbes określił federację jako najbardziej sukcesywną franczyzę z systemem PPV. Nie wszystko jednak poszło po myśli Roriona, a jego drogi z UFC wkrótce się rozeszły

Mieliśmy czas antenowy, który musieliśmy wypełnić jednak nie mogliśmy go przekroczyć. Niestety walka Royce Gracie vs. Dan Severn trwała o trzy minuty dłuzej niż planowane dwie godziny na transmisję w rezultacie fani nie zobaczyli końca walki! Musieliśmy oddawać im pieniądze z PPV, wysyłać kasety z nagraniem, straciliśmy wiele pieniędzy. Podczas planowania piątej gali UFC moi partnerzy biznesowi Art Davie i Bob Meyrowitz postanowili wprowadzić więcej zasad regulujących pojedynek, wraz z ramami czasowymi co niestety znacznie odbiegało od mojego pomysłu i idei jaką się kierowałem tworząc UFC. Odszedłem, więc i gala UFC 5 była ostatnią na jakiej się pojawiłem.

 

Dziś wiadomo już, że Rorion Gracie na zaproszenie Dany White’a zjawi się na gali UFC 167 jako gość honorowy, aby celebrować dwudziestolecie federacji, w której powstanie miał olbrzymi wkład.

 

Extreme Fighting Championship Africa – organizacja MMA, która powstała w Republice Południowej Afryki w listopadzie 2009 roku. Od 2009 EFC zorganizowało już 24 eventy, a dwa kolejne odbędą się jeszcze w tym roku. Pieczę nad funkcjonowaniem najlepszej afrykańskiej federacji MMA sprawuje Cairo Howarth. EFC Africa posiada bogaty park zawodniczy, gdyż Afrykanie obsadzają, aż siedem dywizji wagowych od koguciej po ciężką.

Dalsza część artykułu po kliknięciu w button – czytaj dalej.

Osoba Mikeya Tigera, znanego także jako Michael Piszczek i Michał Piszczek jest bardzo kontrowersyjna. Rzekomy czarny pas brazylijskiego jiu jitsu, tyle walk w zawodowym MMA, że nie można policzyć. Kim tak naprawdę jest osoba? To chyba wie tylko on sam.

Zapraszamy do lektury artykułu, w którym staramy się przybliżyć postać „Tigera”.

Freak fight dwa słowa, które wywróciły do góry nogami polską scenę MMA. Minął tydzień od gali MMA Attack 3, a wielu z nas zapewne jak najszybciej chce zapomnieć walkę, która kończyła galę w katowickim Spodku. Niestety nie jest to takie proste, gdyż jak bumerang wracają informację w branżowych mediach. Cóż moim skromnym zdaniem w obecnej chwili poziom polskiego MMA oraz zaplecze zawodnicze pozwala na to, by nie organizować już śmiesznych pojedynków. Tak, tak śmiesznych bo choć Dawid Ozdoba sporo trenował do walki i to jemu życzyłem zwycięstwa w trakcie walki widząc nieudolność Roberta Burneiki to niestety całokształt tego komicznego tworu nie sposób nazwać czymkolwiek zbliżonym do MMA.

KSW wykonało dobry ruch zatrudniając niegdyś Mariusza Pudzianowskiego – człowieka o mentalności zwycięzcy, gotowego podjąć wyzwanie oraz zmienić diametralnie swe życie po to, by podporządkować się ciężkim, katorżniczym tlenowym treningom. Dziś w kolejce do dwóch najlepszych organizacji stoją Damian Janikowski, Albert Sosnowski i Paweł Wolak – przechwytując takich zawodników pod swoje „strzechy” można liczyć na spory dopływ niedzielnych fanów oraz zachęcenie starszych miłośników zapasów oraz boksu do włączenia stacji Polsat w jeden z wieczorów. Nie powiodą się kolejne manewry z „Hardkorowym Koksem” czy politykami w roli głównej, niestety właściciele organizacji MMA wychowali sobie już wyedukowanych fanów, a jak wiadomo marudnych Polaków ciężko zadowolić, więc z każdą kolejną galą KSW oraz MMA Attack muszą wrzucać na karty walk coraz to lepsze nazwiska by wbijać szpilki malkontentom. Do tej pory uważałem, że freak fight na końcu gali to dobry pomysł – przecież każdy kto nie ma zamiaru oglądać „walki wieczoru” może wyjść przed nią i na spokojnie wyjechać autem z parkingu ;).

Po MMA Attack 3 moje zdanie uległo zmianie po cóż czekać do 24 z tak pompowanym medialnie wydarzeniem? Rzućmy naszych uczestników freak show na szerokie wody, niechaj biją się o 20, gdy kolonia Januszy przesiaduje przed telewizorami i jest szansa na wywindowanie oglądalności. Umówmy się o północy imprezowicze szurają podeszwą o parkiet, a starsi ludzie śpią lub kończą oglądać kolejny film z Seagalem lub Van Dammem ;). Oddajmy też wreszcie pole do popisu tym dla których MMA to ciężki kawałek chleba. Proponuję zatem proste rozwiązanie undercard składający się z walk debiutantów lub młodych zawodników, którzy dopiero rozpoczynają zawodowe kariery, a następnie freak show, który będzie wizualnym przedłużeniem oficjalnego otwarcia gali. Światła, efekty specjalne, prezentacja zawodników, a tuż po krótkiej przerwie reklamowej występ freaków – w 30 minut gromadzimy przed tv masę ludzi, a później – no właśnie, a później zostają z nami Ci, którzy miesiącami czekają na wspaniałe emocje związane z walkami najlepszych polskich zawodników MMA na galach najlepszych polskich federacji.

Zamiast pompować kasę w freak fight lepiej dobrze wypromować galę, a niestety promocja gali MMA Attack 3 kulała i to wyraźnie. W porównaniu z ostatnimi galami KSW o MMA Attack niestety zrobiło się głośno dopiero na tydzień przed galą. Czas zacząć produkować countdowny oraz długie trailery promujące profesjonalnych zawodników mieszanych sztuk walki. W Polsce nie dysponujemy wielkimi halami sportowymi, największa w tej chwili Ergo Arena może pomieścić około 15 000 widzów i rozsądnie promowany event z udziałem najlepszych polskich zawodników MMA spokojnie wyprzeda bilety. Federacja MMA Attack niech dalej produkuje tak dobre eventy jednak zamiast freak show w polskim octagonie wolelibyśmy oglądać Marcina Helda, Łukasza Sajewskiego, Daniela Omielańczuka i innych którzy zasłużyli na walkę przed wspaniałą polską publicznością. A na koniec podsumowując cały artykuł dodam tylko, że fana można łatwo zyskać, kupić i rozkochać jednak równie łatwo jest stracić uznanie w jego oczach.