Tuż na początku KSW 119 doszło do potyczki w wadze ciężkiej. Marek Samociuk zmierzył się z Michalem Martinkiem.
Zawodnik Uniq Fight Club toczył dziś pierwszą walkę w KSW od marca 2025 roku. Nie było to jednak efekt żadnego urazu. Marek Samociuk wystąpił w Grand Prix organizacji RIZIN, gdzie zresztą dotarł aż do finału. Tam przegrał z Alexandrem Soldatkinem.
Dziś wojownik z Białej Podlaskiej mierzył się z wyżej notowanym Michalem Martinkiem. „Czarnobrody” od debiutu w KSW nie potrafił ustabilizować formy. Po każdej z trzech wygranych Czech przegrywał. Tak też właśnie zakończyła się jego potyczka z Arturem Szpilką, który znokautował go w 2. rundzie podczas gali KSW 113.
KSW 119: Martinek vs Samociuk – kto wygrał?
RUNDA 1. – Samociuk wyszedł skupiony, zaczął od fronta na tułów. Martinek szukał przebicia ciosami prostymi. Polak kopał po nodze wykrocznej. Widząc dziurę straszył prawym sierpem. „Czarnobrody” skupił się na atakach pięściami i kilkukrotnie pogroził Markowi. W wymianie kopnięć zdecydowanie lepiej wyglądał Samociuk, który jeszcze dołożył szybką serię ciosami. Wewnętrzne kopnięcia Polaka robiły robotę, a przy tym nie zapomniał o obronie i szczelnie chował się za podwójną gardą. Martinek przebijał się jednak i trafiał Samociuka w głowę. Czech dobrze wsadził prawy sierp, gdy Marek zbliżył się do niego.
RUNDA 2. – Martinek rozpoczął od przestrzelonego kopnięcia, ale świetnie kąsał prawy jabem. Mieszał doły z górą, a przy tym wykonywał sporo przyruchów. Zmienił pozycję, pobił trochę lewym i wrócił do pierwotnej pozycji. Samociuk postraszył wysokim kopnięciem, ale trafił na gardę. Martinek boksował skutecznie, rozkwaszając twarz Samociuka. Marek pociągnął kombinację, którą zakończył celnym prawym. Samociuk przestał kopać i nawet nie próbował obalać. Polak chciał maksymalnie skrócić dystans, ale robił to za podwójną gardą, przez co jedynie zgarniał kolejne razy. Samociuk zaczął podkręcać tempo, trafiał Martinka i na głowę i na doły. Niestety jednak rundę musiał spisać na straty.
RUNDA 3. – Samociuk zasygnalizował powrót do low kicków, ale swój gameplan kontynuował Czech. Polak napierał wiedząc, że musi wywierać presję. Martinek był jednak nadal skuteczny w swoich prostych. Samociuk ładował po dołach, dołożył kopnięcia i zbliżał się do „Czarnobrodego”. Martinek sporo zebrał na brodę, stracił więcej, niż krztę mobilności. Uchylał się jednak głową przed czytelniejszymi ciosami Polaka, który z kolei mało ruszał głową. Samociuk nie zwalniał, nacierał, próbował do ostatnich chwil. Polak próbował jeszcze obalenia, ale brakło mu sił. Samociuk podpalił się jeszcze w ostatnich sekundach.
Wynik: Michal Martinek wygrał decyzją sędziów.