INNE

Szukając recepty na sukces. Mniejsze jednak efektywniejsze…

Pinterest LinkedIn Tumblr

gladiator arenaListopadowy wieczór skłania do refleksji nad kondycją MMA w Polsce. Jest początek miesiąca i przed nami kilka fajnych, lokalnych gal. Na myśl przychodzi mi także fakt, iż w tym momencie cichłyby echa jakże wspaniałej gali MMA Attack 4, ale chyba niestety zbyt sportowej i mało efektywnej marketingowo, by odnieść sukces nad Wisłą.

Cóż nie udało się, event Dariusza Cholewy nie doszedł do skutku. Billboardy, trailery i reklama w telewizji poszły na marne, a bilety wykupiło zaledwie 1700 kibiców… W czym rzecz? A no właśnie prawdopodobnie w tym, że nadal jesteśmy społeczeństwem KSW, a nie do końca gotowi na MMA w czysto sportowym wymiarze. Nie zwalałbym też wielkiej winy na sponsorów, którzy wycofali się ze wspomnianej gali, bo tak czy inaczej, to nie oni mieli wypełnić ponad 10 tysięczną Ergo Arenę. Wielka szkoda, ale patrzmy pozytywnie, być może wszystko zmieni gala UFC w Łodzi na przełomie października przyszłego roku. Może wtedy nasze społeczeństwo dostrzeże czysto sportowy aspekt wszechstylowej walki wręcz. Być może będzie też tak, jak twierdzi matchmaker MMA Attack, Paweł Kowalik, iż gala ta powróci, ale już w mniejszym wymiarze, to wtedy i powodzenie będzie zgoła inne. Wynika z tego, że w Polsce nie ma miejsca na dwie duże organizację, to jeszcze nie ten czas.

Z czego cieszyć się należy? Z powodzenia mniejszych gal i zainteresowania miejscowych kibiców. Co prawda wydarzenia te organizowane są dla mniej licznej grupy, ale organizacyjnie są zrobione na wysokim poziomie. „Wymiatają” szczególnie gale w zachodnio-pomorskim, organizowane przy Berserker’s Team, czyli Arena Berserkerów, Armmagedon czy IV Gala Sportów Walki w Międzychodzie. Tam z promocją imprezy i sprzedażą biletów problemów nie ma. Dużo dzieję się też w pozostałych częściach Polski. Wypaliła debiutancka gala Battle of Champions i zmieniając nieco napis z koszulek organizatorów imprezy, można śmiało krzyknąć – „ w Zamościu już się dzieję!”. Ja osobiście bardzo cieszę się z tego powodu i na wiosnę czekam na kolejną galę. Nadchodzi też długo wyczekiwana gala w Inowrocławiu, ale w tym wypadku widzimy już zagrywkę celową, czyli freakową walkę wieczoru z udziałem Boba Sappa, który jednak nie wyjdzie do walki. Amerykanin ogłosił ten fakt na 4 dni przed planowaną imprezą, ale bilety zapewne już się sprzedały. Ten manewr jest chyba spowodowany słusznym obserwowaniem tego, co na rodzimej scenie dzieję się od KSW 12. Upadła już prawdopodobnie Fighters Arena, która organizowała mocno sportowe gale, ale popełniła błąd MMA Attack, czyli słabo promowała swoje imprezy i nie postawiła na fajerwerki dla kibiców w mniej sportowym wymiarze.  MMA Fighters Club poczyniło więc dobry ruch, cóż na razie tak musimy zachęcać ludzi do uczestnictwa na galach, nie jesteśmy jeszcze drugimi Stanami Zjednoczonymi. Wracając do Fighters Areny, nie można pominąć nowo powstałej organizacji Thunderstrike Fight League, która zadebiutuje już 8 listopada w Lublinie. Wszystko, co jest z nią związane ma znamiona  organizacji Pana Jesiotra, ale widać, że ktoś jednak uczy się na błędach. Gala zorganizowana pod lokalną publikę, w walce wieczoru Izabela Badurek, czyli powinno się udać, nawet gdy większość fighterów rekordy ma mało imponujące. Ba! Wszystko od zewnątrz wygląda świetnie, są nawet trailery gali, może niedługo będzie transmisja na Orange Sport. W karcie walk są też miejscowi zawodnicy, ale zastanawia mnie tylko jeden fakt. Otóż, czy nie za szybko TFL ogłosiło drugą galę w Zabrzu, gdzie Michał Kita w rewanżowym starciu zmierzy się z D.J. Lindermanem? Ci zawodnicy w gażach za walkę wieczoru mogą zarobić więcej niż większość uczestników lublińskiej gali. Wszystko niestety mocno przypomina mi byłą Fighters Arenę, oby jednak nowa organizacja wypełniła halę i była w stanie zorganizować  kolejny event, czego serdecznie jej życzę.

Wypada też wspomnieć o gali w Kwidzyniu, o dość charyzmatycznej nazwie ”No Contest”. O jej powodzenie jestem raczej spokojny, sporo lokalnych zawodników, a walce wieczoru Oskar Piechota stoczy bój z Rafałem Haratykiem. Ta walka może być kandydatem do jednej z najlepszych w obecnym roku i na pewno warto ją zobaczyć. Rozmawiałem z kolegą z Kwidzyna i utwierdził mnie on w tylko przekonaniu, że ze sprzedażą biletów w jego mieście problemów być nie powinno, gdyż poprzednia impreza wypełniła hale po brzegi. Widać więc, że jest tam zapotrzebowanie na tego typu imprezę. Taki fakt mnie cieszy, a ja nadal czekam na podobnego typu event w Trójmieście, osobiście gwarantując powodzenie takiego wydarzenia.

Comments are closed.