UFC

Stipe Miocic zawiedziony odejściem Francisa Ngannou. „Chciałbym to zrobić jeszcze raz…”

Pinterest LinkedIn Tumblr

Były mistrz wagi ciężkiej UFC nie ukrywa żalu względem odejścia Francisa Ngannou z federacji. Stipe Miocic liczył, że raz jeszcze stanie w szranki z Kameruńczykiem.

Amerykanin z chorwackimi korzeniami dwukrotnie mierzył się z „The Predatorem”. Ich pierwsze spotkanie miało miejsce na UFC 220 w 2018 roku, a Stipe Miocic broniąc tytułu wagi ciężkiej jednogłośną decyzją przeszedł do historii – z zaledwie trzema obronami z rzędu stał się rekordzistą królewskiej kategorii wagowej. Pas stracił później na rzecz Daniela Cormiera, odzyskał go i raz jeszcze obronił.

Francis Ngannou przegrał w tym czasie po fatalnym pojedynku z Derrickiem Lewisem, a następnie zaliczył znakomitą serię czterech skończeń, spędzając w oktagonie zaledwie 168 sekund. To mu zapewniło rewanż z Miocicem, którego tym razem znokautował na początku 2. rundy. Miało to miejsce na UFC 260 w 2021 roku.

Wszyscy wiemy, co działo się z Kameruńczykiem w ostatnich miesiącach. Długie negocjacje z federacją nie zakończyły się pomyślnie, a Ngannou pożegnał się wakując pas wagi ciężkiej. „The Predator” w kolejnej obronie miał zmierzyć się z Jonem Jonesem, a oprócz ewentualnego rewanżu z nim chciał też zagwarantować sobie trylogię ze Stipe.

„Niestety, Francis odszedł” powiedział w programie The MMA Hour Miocic. „Bardzo chciałem znów się z nim zmierzyć, ale to tego nie dojdzie.”

„To jego decyzja. Chciałbym, żeby został, wspaniale byłoby zrobić to jeszcze raz. Nie stanie się tak, a on robi to, co jest najlepszego dla niego i całej jego rodziny. Uważa, że tak jest w porządku, to jego decyzja. Jedyne co mogę, to życzyć mu wszystkiego najlepszego i oby mu się udało.”

„Bones” spotka się na UFC 285 z ostatnim oponentem Ngannou, Cirylem Gane. Niewykluczone, że zwycięzca tego spotkania zmierzy się właśnie ze Stipe Miocicem w swojej pierwszej obronie.

Komentowanie niedostępne