Damian Piwowarczyk ma za sobą przełomowy moment w swojej karierze. Polak wywalczył kontrakt z UFC podczas Dana White’s Contender Series, a po wszystkim opowiedział dziennikarzom o walce, emocjach oraz planach na najbliższe miesiące.
„Damsyn” zapewnił sobie angaż w UFC po zwycięstwie nad niepokonanym wcześniej Emilio Quissuą. Początek pojedynku był dla Polaka wymagający, bo rywal dobrze pracował na nogach, był szybszy i potrafił trafiać. Piwowarczyk zachował jednak spokój i w końcówce pierwszej rundy trafił potężnym ciosem. Quissua padł na matę, a po kolejnych uderzeniach sędzia przerwał walkę.
Efektowna wygrana zrobiła odpowiednie wrażenie na Danie White’cie, który później oficjalnie przyznał Polakowi kontrakt.
Piwowarczyk po najważniejszej wygranej w karierze
Po gali były zawodnik KSW spotkał się z dziennikarzami i nie ukrywał, że właśnie spełnił jedno ze swoich największych marzeń.
– Czuję się niesamowicie. Marzyłem o UFC, odkąd zacząłem trenować sporty walki. To dużo dla mnie znaczy. Marzenia się spełniają – powiedział uśmiechnięty „Damsyn”.
Piwowarczyk przyznał również, że początek walki rzeczywiście był dla niego nieco nerwowy. Wpływ miała na to zarówno cała otoczka wydarzenia, jak i długa podróż z Polski.
– Tak, na początku poczułem lekki stresik z powodu całej otoczki. Miałem długie przygotowania, jestem z Polski, więc i podróż była długa. Jestem też typem zawodnika, który wolno wchodzi w pojedynek, więc nie zawsze kończy się to świetnie.
Polak zwrócił uwagę na największe atuty Quissui, ale jednocześnie przypomniał, co sam wnosi do klatki.
– Emilio jest o wiele szybszy ode mnie i lepiej rusza się na nogach. Niemniej jestem twardzielem, potrafię przyjąć sporo bólu i moja pięść sporo waży.
Co ciekawe, po zakończeniu pojedynku „Damsyn” nie był jeszcze całkowicie pewny, czy wygrana rzeczywiście zagwarantuje mu kontrakt. Wątpliwości pojawiły się po tym, jak zajrzał na portal X.
– Byłem jednak jedynym w rozpisce, który skończył rywala w 1. rundzie, więc… to wystarczy.
Teraz przed Piwowarczykiem czas na badania. Polak podejrzewa uraz stopy, ale jeśli zdrowie pozwoli, nie chce długo czekać na pierwszy występ już jako pełnoprawny zawodnik UFC.
– Najprawdopodobniej uszkodziłem stopę i muszę udać się do lekarza, sprawdzić co się dokładnie stało. Jak będzie taka możliwość, to chciałbym zawalczyć za trzy-cztery miesiące, może w styczniu 2027 roku. Aczkolwiek teraz myślę o tym, żeby pójść na durum kebaba.
Na poważne planowanie debiutu przyjdzie więc jeszcze chwila. Najpierw lekarz, odpoczynek i celebracja, a dopiero później czas na pierwszy rozdział kariery Piwowarczyka w UFC.