Paddy Pimblett wywołuje Conora McGregora: Spotkajmy się w Madison Square Garden

Jakub Hryniewicz
0
Opublikowano: 07 lipca 2026

Paddy Pimblett już przed UFC 329 wybiega myślami w przyszłość. Anglik jest przekonany, że jeśli zarówno on, jak i Conor McGregor wygrają swoje pojedynki, UFC bez większego problemu będzie mogło zestawić ich w jednym z największych hitów końcówki roku.

Podczas gali UFC 329 były podwójny mistrz Conor McGregor stoczy długo wyczekiwany powrót do oktagonu, mierząc się z Maxem Hollowayem w walce wieczoru. Kilka godzin wcześniej do klatki wejdzie również Paddy Pimblett, którego czeka niezwykle wymagające starcie z Benoitem Saint-Denisem. Zdaniem „The Baddy’ego” dwa zwycięstwa mogłyby otworzyć drogę do ich bezpośredniej konfrontacji.

Walkę McGregor vs Holloway na UFC 329 obstawisz i obejrzysz na żywo w SUPERBET TV. Wystarczy się zalogować!

Benoit Saint-Denis
VS
Paddy Pimblett
1 1.78
2 2.05

„Najpierw musimy wygrać swoje walki”

W rozmowie z UFC Europe Paddy Pimblett przyznał, że spośród wszystkich możliwych rywali najbardziej interesuje go właśnie Conor McGregor. Co więcej, nie miałby problemu z tym, aby walka odbyła się w limicie kategorii półśredniej.

Idealną walką dla mnie byłby Conor. Jeśli McGregor wygra i ja wygram, to chcę zawalczyć jeszcze raz przed końcem roku. Zmierzę się z nim w kategorii półśredniej w Madison Square Garden albo w podobnym miejscu. Musimy jednak poczekać, jak wszystko się ułoży. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Conor musi pokonać Maxa, ja muszę wygrać z „BSD”. W sportach walki wszystko może zmienić jeden cios. To efekt motyla – jedna chwila może całkowicie odmienić sytuację i wpłynąć na wszystkich pozostałych zawodników.

Anglik przyznał również, że możliwość występu na tej samej gali co McGregor to ogromna szansa pod względem medialnym. Obecność Irlandczyka zawsze przyciąga uwagę milionów kibiców, dlatego Pimblett liczy, że jego pojedynek z Benoitem Saint-Denisem obejrzy znacznie większa publiczność niż zwykle.

Jednocześnie „The Baddy” nie ukrywa, że na jego celowniku pozostaje także Justin Gaethje. Anglik chciałby jeszcze raz skrzyżować z nim rękawice i udowodnić, że jest w stanie pokonać jednego z najbardziej widowiskowych zawodników w historii kategorii lekkiej.

To naprawdę szalone. Wygrałem siedem walk z rzędu i mam wrażenie, że moja wartość nie wzrosła tak bardzo, jak po przegranej. Pokonywałem takich zawodników jak Michael Chandler, Bobby Green czy Tony Ferguson, a ludzie reagowali na to dość obojętnie.

Potem przez pięć rund dostawałem ciosy od legendy, jaką jest Justin Gaethje, i nagle wszyscy zaczęli mówić o mnie znacznie więcej. Wielu uważa, że wygrałem tę walkę, ale ja sam uważam, że przegrałem.

Mimo wszystko mój status wzrósł właśnie dlatego, że stoczyłem pięciorundową wojnę z takim zawodnikiem. Chcę rewanżu, zanim Justin zakończy karierę. Czas wrócić na zwycięską ścieżkę.

Na razie wszystkie te plany muszą jednak poczekać. Najważniejszym zadaniem Pimbletta pozostaje pokonanie Benoita Saint-Denisa podczas UFC 329. Dopiero zwycięstwo nad Francuzem pozwoli Anglikowi realnie myśleć o walkach z największymi nazwiskami kategorii lekkiej, a być może nawet o starciu z samym Conorem McGregorem.

Zostaw ocenę
0
1
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
11 lip
UFC 329 Las Vegas, USA
Najnowsze
WIDEO