KSW

Oprawa piękna, widowisko świetne, tylko jakoś ciągle nam… mało!

Pinterest LinkedIn Tumblr

Właściciele organizacji KSW kazali nam czekać długie pięć miesięcy na kolejną galę swej organizacji. Najlepsza organizacja MMA w Europie powróciła z „hukiem”. Tradycyjnie nie zabrakło pięknej oprawy, a widowisko było świetnie zrealizowane. Jedynym minusem były podesty wykorzystane przy prezentacji zawodników podczas ceremonii otwarcia. Być może to moje prywatne odczucia jednak z perspektywy widza telewizyjnego wyglądało to odrobinę jak rusztowania, które tak często oglądamy rozstawione przy blokach czy domkach.

Problem niespodziewanie pojawił się dość szybko bo choć w walkach nie brakowało solidnych ciosów, przejść, slamów czy prób poddań to fakt, że pięć pierwszych pojedynków kończyły dopiero decyzje sędziowskie lekko „kłuje” w oczy. Podczas gali miałem stały kontakt zarówno ze znajomymi mieszkającymi na co dzień w Polsce jak i z tymi, którzy opuścili nasz kraj za „chlebem”. Wszyscy byli zgodni nawet gdy długie starcia są dość efektowne to jednak brak momentów, w których można podskoczyć z kanapy czy fotela lub przyklasnąć był właśnie efektem tych pięciu piętnastominutowych bojów. Sytuację uratowały dwie gwiazdy organizacji. Tym mianem bowiem śmiało można określić mistrzynię Ariane Lipski oraz byłego mistrza Michała Materlę. Choć staż „Cipao” w KSW jest nieporównywalnie dłuższy to Brazylijka od debiutu w polskiej federacji poczyna sobie śmiało i na tę chwilę jest bez wątpienia jedną z najjaśniejszych gwiazd KSW. To właśnie „Violence Queen” przełamała niemoc fighterów i w niespełna minutę poderwała publikę. Zadowolenie wymalowane na twarzy miał również Martin Lewandowski, który szybko zamieścił w mediach sportowych wspólne zdjęcie z wygraną. Lewandowski zapewne po tej wygranej uśmiechnął się pod nosem. Żaden szef organizacji MMA nie chce przecież by na jego galach pojedynki kończyły się wyłącznie decyzjami. Jest to nużące, a w dodatku wprowadza sporo zamieszania i zawodu. Im więcej decyzji sędziów punktowych tym większe prawdopodobieństwo, że rozrzut w ich punktacji będzie większy i że w końcu palną gafę, która szerokim echem odbije się w branżowych mediach. KSW chce mieć dobrą prasę, a łatwo ją stracić, gdy jeden sędzia punktuje walkę 30-27 na korzyść jednego zawodnika, a drugi punktuje 27-30. Ot galimatias i zamieszanie murowane.

Chciałbym coś więcej napisać w temacie walki Gamrota i Parke jednak ciężko mi będzie zachować w tym wypadku obiektywizm. To nie był jeden przypadkowy palec włożony w oko, a perfidne pchanie całej dłoni w oczy rywala. Mateusz Gamrot jest bez wątpienia doskonałym zawodnikiem o niebanalnym talencie, który ewoluuje z walki na walkę. Szkoda by było, żeby zaprzepaścił miesiące przygotowań tracąc głowę tylko dlatego, że zawodnik z Irlandii Północnej jest gadułą. Strach pomyśleć co by się stało, gdyby „Gamer” trafił do UFC? Wszak tam panuje moda na trash-talk i co drugi zawodnik nie baczy na słowa. Spoglądając na to z innej strony warto wspomnieć Conora McGregora. „Notorious” wiele miele jęzorem, jednak w octagonie zawsze zachowuje spokój i prezentuje chłodny, wyważony styl. Nawet Nate Diaz nie zdołał go w pełni sprowokować. Oczywiście warto nadmienić, że tuż po gali KSW 40 pojawiły się pytania i naciski na zwieńczenie „trylogii”. Obawiam się jednak, że byłoby to zwykłe mącenie w głowie zawodnikom i moglibyśmy dostać powtórkę z tego co działo się z Arturem Sowińskim i Anzorem Azhievem. Obu ciągłe pytania i wspominanie o rywalu raczej na dobre nie wyszły. Pamiętajmy również, że mówimy o organizacji KSW, która nie organizuje 40 gal rocznie, a aż dziesięć razy mniej. Niech Gamrot i Parke „wyczyszczą” głowy, niech wygrają po dwie-trzy walki, a potem jeśli obaj wyrażą chęć niech duet K&L zorganizuje trzeci pojedynek.

Ciężko mi tej gali wystawić ocenę wyższą niż -4 (w szkolnej skali do 6). Byłaby niższa gdyby nie fakt, że walka Pudziana z Silvą podbiła już fora i portale na całym świecie, a piękna postawa Lipski i Materli dodała gali kolorytu. Michała należy powrócić za to, że wrócił. Nie tyle niezwyciężony co „nienaruszony” przez ten ciężki okres. Materla jest taki jak był wcześniej, a kto wie czy nie lepszy. Na pewno jest głodny kolejnych walk i zwycięstw i nie zdziwię się jak zostanie szybko dorzucony do rozpiski gali KSW 41, chyba że Maciej Kawulski i Martin Lewandowski dotrzymają słowa i zwiększą w 2018 roku ilość gal w skali roku.

Comments are closed.