KSW

KSW 50 – trudna lekcja pokory i nauczka na przyszłość

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr

KSW 50 za nami, minęło kilkanaście godzin od zakończenia gali co pozwoliło mi odrobinę ochłonąć i zebrać wszystkie myśli w formie krótkiego podsumowania KSW 50.

Gwizdy podczas decyzji sędziowskich

Fani czterokrotnie gwizdali podczas decyzji sędziowskich, raz głośniej innym razem ciszej, nie zabrakło również buczenia i okrzyków niezadowolenia. Dwukrotnie jednak wyraźnie dało się odczuć te gwizdy przez dłuższy czas, miało to miejsce po ogłoszeniu werdyktu w walce Chmielewski vs. Radcliffe oraz po walce wieczoru, która miała być wisienką na torcie, a okazała się być torturą zarówno dla zgromadzonych przed telewizorami widzów jak i dla tych, którzy wybrali się do Wembley SSE Areny w Londynie. W moim odczuciu Antek wygrał walkę, nawet na spokojnie punktowałem ten pojedynek 29:28 dla Chmielewskiego, a nawet byłem w stanie przyznać dwie rundy dla Chmielewskiego i jedną ocenić jako remisową. Nie widzę zatem powodów do przyznania wygranej Radcliffe’owi i myślę, że wy również ich nie widzicie. Tu nie trzeba żadnego protestu, po prostu fajnie byłoby gdyby kilku sędziów punktowych i trenerów wyraziło opinię o tym starciu. Werdykt zostawia wielką rysę na pożegnaniu Chmielewskiego, który w ostatniej walce w zawodowej karierze spisał się bardzo dobrze walcząc z zawodnikiem, który ma na swoim koncie zwycięstwa na galach Cage Rage, Bellatora i Cage Warriors.

Gwizdy na koniec gali niestety również były zasłużone. Myślę, że to trudna lekcja pokory i nauczka na przyszłość nie tylko dla właścicieli federacji KSW, ale również dla wszystkich organizatorów gal MMA. Dla De Friesa to nie pierwszyzna, gdyż po jego starciu z Narkunem reakcja publiczności była podobna. Rozwiązanie jest proste – jeśli mamy oglądać tego rodzaju żmudne, mozolne walki mistrzowskie w kategorii ciężkiej pełne pracy w klinczu i dociskania rywala do siatki to niech te pojedynki lądują gdzieś w środku rozpiski. Przecież zarówno UFC jak i Bellator udowodniły już, że walki w kategorii ciężkiej, nawet te o pas nie muszą być koniecznie ustawione na samym końcu rozpiski. Myślę, że wszyscy zgodnie stwierdzimy, że walki Soldicia z Pietrzakiem i Parke’a z Wrzoskiem były nie tylko toczone w szybszym tempie, lecz również zaoferowały nam znacznie więcej jak chodzi o efektowne zwroty akcji i mocne uderzenia. Skoro na galach Rizin w walkach wieczoru walczy Kyoji Horiguchi, a w One Championship Brandon Vera musi ustąpić miejsca zawodnikom niższych kategorii wagowych w main evencie to nic nie stoi na przeszkodzie by podobnie było w przypadku KSW. Wyciągnijmy wnioski, naprawdę… bo taka walka jak ta którą dali De Fries i Henrique niestety często przekreśla dobre wrażenie i pozytywny odbiór całej gali zarówno przez fanów jak i przez branżowych dziennikarzy i ekspertów, nie wspominając nawet o zawodnikach walczących dla innych zagranicznych organizacji, którzy zdecydowali się wykupić dostęp PPV do KSW 50.

Pozytywne zaskoczenia

Aleksandra Rola i Dricus du Plessis zaskoczyli mnie najbardziej podczas tej gali. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się tak mocnych i szybkich uderzeń łokciami w wykonaniu podopiecznej Roberta Jocza, a reprezentant RPA nie stracił nic ze swej dynamiki po przejściu do wyższej kategorii wagowej w dodatku zyskując na sile ciosu. Nie mówię, że przekreślałem Dricusa, jednak jego niemal roczna nieobecność w klatce sprawiała, że stawiałem przy jego nazwisku pewien znak zapytania. Du Plessis jednak przekreślił moje wątpliwości, zameldował się w walce z Joiltonem, wykonał zadanie w świetnym stylu i wkrótce może rozpocząć marsz do title-shota w kategorii średniej. Wracając do Oli Roli myślę, że jeśli tylko będzie odpowiednio promowana i będzie walczyła często to może w KSW zrobić karierę podobną do tej, którą zrobiły Karolina Kowalkiewicz i Ariane Lipski.

Muszę również docenić postawę Michała Pietrzaka. Reprezentant Czerwonego Smoka w trzeciej rundzie wykrzesał z siebie niebywałe pokłady energii i nie tylko wygrał rundę, lecz również wpędził Soldicia w niemałe kłopoty. Kto wie jakby potoczyła się ta walka, gdyby trwała pięć rund? „Zgniatacz” zasługuje na kolejną szansę, wydaje się że stoi również przed ciężką decyzją i musi rozważyć w jakiej kategorii wagowej powinien walczyć. Podczas ważenia wniósł na wagę 79,2 kg – do limitu kategorii półśredniej brakuje mu zatem zaledwie 2,2 kg i moim zdaniem to właśnie z tą dywizją powinien wiązać swoją przyszłość.

Negatywne zaskoczenie

Tony Giles. Nic dodać, nic ująć. W zasadzie nie ma się tu nad czym rozpisywać. Narobił szumu przed galą i podczas ceremonii ważenia, a później odklepał ciosy wykrzykując przy tym, że się poddaje bo ma dość walki. Wedle tych, którzy siedzieli blisko siatki chłopak zwyczajnie się popłakał. Nic dodać nic ująć, miejmy nadzieję że to jego ostatnia walka w KSW. Chyba prędzej chciałbym zobaczyć w klatce KSW kolejny występ Yannicka Bahatiego niż nieudolne próby zadawania ciosów w wykonaniu „Rhino’.

Ocena

Podsumowując galę oceniam na szkolną tróję z plusem. Niestety dobre występy Damiana Janikowskiego, Aleksandry Roli, Dricusa du Plessisa i pasjonujące walki Parke vs. Wrzosek oraz Soldić vs. Pietrzak to ciut za mało na to bym ocenił KSW 50 na 4. Myślę że pozostaje nam zacierać ręce i czekać z niecierpliwością na gale KSW 51 oraz KSW 52 bo mam wrażenie, że to właśnie na końcówkę 2019 roku właściciele federacji KSW przygotowali dla fanów prawdziwe fajerwerki.