Ilia Topuria wraca do gry. Justin Gaethje już mówi o hitowej unifikacji: Nie ma innej opcji

S
1
Opublikowano: 06 lutego 2026

Justin Gaethje coraz głośniej mówi o swojej przyszłości w UFC. Po ostatnich wydarzeniach Amerykanin jest przekonany, że droga z powrotem na tron prowadzi przez Ilę Topurię, choć w tle nie znika również nazwisko Conora McGregora.

Były tymczasowy mistrz kategorii lekkiej jest po bardzo mocnym występie i jasno sygnalizuje, że nie zamierza tracić czasu. Jego celem jest największa możliwa scena i walka, która elektryzuje kibiców na całym świecie.

Gaethje o unifikacji z Topurią: „Nie ma innej opcji”

Justin Gaethje ma za sobą dominujące zwycięstwo nad Paddym Pimblettem na gali UFC 324, gdzie sięgnął po tymczasowy pas wagi lekkiej – po raz drugi w karierze. Tuż po walce Amerykanin nie owijał w bawełnę i wskazał, gdzie chce się zaprezentować następnym razem. Na celowniku jest historyczna gala UFC White House, zaplanowana na 14 czerwca.

Choć oficjalna oferta jeszcze do niego nie trafiła, sytuacja zaczęła się klarować, gdy Ilia Topuria ogłosił, że wraca do gry. To – zdaniem Gaethjego – otwiera drzwi do długo wyczekiwanej unifikacji pasów.

Ilia Topuria na gali w White House. Tak musi być. Nie ma innej opcji – powiedział Gaethje w programie The Pat McAfee Show o swoim kolejnym rywalu. – Wyjście z Oval Office prosto do klatki, z flagą na ramionach. Mówiłem o tym od dawna, jeszcze od walki z Rafaelem Fizievem w zeszłym roku. Myślałem, że zmierzę się z Topurią w styczniu, a potem w czerwcu będę bronił pasa na gali w Białym Domu.

Jak przyznał sam zawodnik, życie i sport potrafią jednak pisać różne scenariusze.

Nie na wszystko masz wpływ. Ilia zrobił krok w tył, pojawiły się u niego sprawy osobiste. Ja wciąż zawalczyłem o tymczasowy pas, co czyni mnie mistrzem „na papierze”, a to daje mi walkę z Topurią w czerwcu – dodał.

Gaethje jest też przekonany, że tak wielkie starcie nie może być niczym innym niż walką wieczoru. Amerykanin podkreśla swoją wartość dla organizacji i przypomina, że UFC już wcześniej stawiało na niego w kluczowych momentach.

Myślę, że będziemy main eventem. Serio. Trochę zgaduję, rzucam w ścianę i zobaczymy, co się przyklei, ale jaka jest inna opcja? – mówił pewny siebie Gaethje. – UFC ustawiło mnie ostatnio ponad walką Amandy Nunes z Kaylą Harrison, czyli największym pojedynkiem w kobiecym MMA. Skoro wtedy tak było, to nie wyobrażam sobie, żeby teraz było inaczej.

W rozmowie nie mogło zabraknąć także tematu Conora McGregora, który od dłuższego czasu zapowiada powrót do klatki właśnie na gali w White House. Irlandczyk trenuje na pełnych obrotach i czeka na zielone światło od UFC.

Gaethje daje jasno do zrozumienia, że niezależnie od nazwiska rywala chce być częścią największego wydarzenia.

– Jeśli to będzie McGregor, to McGregor zawalczy ze mną i tak będziemy walką wieczoru – stwierdził. – Gdyby Ilia nie wrócił, odebraliby mu pas, ja zostałbym niekwestionowanym mistrzem, a wtedy McGregor mógłby walczyć z kim chce. To też jakiś plan.

Jedno jest pewne – Justin Gaethje nie zamierza schodzić z pierwszego planu. Niezależnie od tego, czy naprzeciwko stanie Ilia Topuria, czy wracający po latach Conor McGregor, Amerykanin celuje w największą możliwą walkę i status pełnoprawnego mistrza UFC.

Zostaw ocenę
0
0
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Hejterek420
1 miesiąc temu

Conor w kategorii lekkiej, to abstrakcja