Jakub Wikłacz przekazał kibicom bardzo niepokojące informacje. Były mistrz KSW nie wystąpi na gali UFC Vegas 118, gdzie miał skrzyżować rękawice z Marcusem McGhee.
Dla polskiego zawodnika miał to być ważny krok w karierze. W rozmowie z Patrykiem Prokulskim z TVP Sport Wikłacz jasno deklarował, że jego celem na ten rok jest wdarcie się do czołowej piętnastki kategorii koguciej. Starcie z Amerykaninem mogło otworzyć mu drzwi do największych nazwisk dywizji.
Niestety, plany te zostały brutalnie zweryfikowane przez rzeczywistość. Jakub Wikłacz poinformował za pośrednictwem mediów społecznościowych, że doznał kontuzji, która uniemożliwia mu zarówno treningi, jak i występy w najbliższym czasie.
Kontuzja wyklucza Wikłacza. „Wrócę ze zdwojoną siłą”
Polak nie ukrywa rozczarowania, ale jednocześnie stara się patrzeć w przyszłość i skupia się na powrocie do pełnej sprawności.
– Nadszedł moment, którego się nie spodziewałem. Kontuzja wyklucza mnie z walk i treningów na pewien czas. Teraz skupiam się na powrocie do zdrowia. Potrzebuję chwili, żeby się naprawić i wrócić jeszcze mocniejszy. Wrócę ze zdwojoną siłą – przekazał Wikłacz.
Dla kibiców nad Wisłą to spory cios, bo „Masa” był jednym z najciekawszych polskich nazwisk, które miały pojawić się na karcie czerwcowej gali. Jego absencja oznacza, że kolejne zwycięstwo w UFC przyjdzie jeszcze poczekać.
Nie oznacza to jednak, że polscy fani nie będą mieli komu kibicować. Podczas UFC Vegas 118 do oktagonu wejdzie również Iwo Baraniewski, który zmierzy się z Billym Elekaną. To właśnie on będzie tego wieczoru reprezentował biało-czerwone barwy.
Na ten moment nie wiadomo, jak długa przerwa czeka Wikłacza. Jedno jest jednak pewne – jeśli wróci do zdrowia i formy, wciąż ma potencjał, by namieszać w swojej kategorii wagowej i powalczyć o miejsce w ścisłej czołówce UFC.