Archiwum

Freak fight – bilet w jedną stronę

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr

Koksu

Freak fight dwa słowa, które wywróciły do góry nogami polską scenę MMA. Minął tydzień od gali MMA Attack 3, a wielu z nas zapewne jak najszybciej chce zapomnieć walkę, która kończyła galę w katowickim Spodku. Niestety nie jest to takie proste, gdyż jak bumerang wracają informację w branżowych mediach. Cóż moim skromnym zdaniem w obecnej chwili poziom polskiego MMA oraz zaplecze zawodnicze pozwala na to, by nie organizować już śmiesznych pojedynków. Tak, tak śmiesznych bo choć Dawid Ozdoba sporo trenował do walki i to jemu życzyłem zwycięstwa w trakcie walki widząc nieudolność Roberta Burneiki to niestety całokształt tego komicznego tworu nie sposób nazwać czymkolwiek zbliżonym do MMA.

KSW wykonało dobry ruch zatrudniając niegdyś Mariusza Pudzianowskiego – człowieka o mentalności zwycięzcy, gotowego podjąć wyzwanie oraz zmienić diametralnie swe życie po to, by podporządkować się ciężkim, katorżniczym tlenowym treningom. Dziś w kolejce do dwóch najlepszych organizacji stoją Damian Janikowski, Albert Sosnowski i Paweł Wolak – przechwytując takich zawodników pod swoje „strzechy” można liczyć na spory dopływ niedzielnych fanów oraz zachęcenie starszych miłośników zapasów oraz boksu do włączenia stacji Polsat w jeden z wieczorów. Nie powiodą się kolejne manewry z „Hardkorowym Koksem” czy politykami w roli głównej, niestety właściciele organizacji MMA wychowali sobie już wyedukowanych fanów, a jak wiadomo marudnych Polaków ciężko zadowolić, więc z każdą kolejną galą KSW oraz MMA Attack muszą wrzucać na karty walk coraz to lepsze nazwiska by wbijać szpilki malkontentom. Do tej pory uważałem, że freak fight na końcu gali to dobry pomysł – przecież każdy kto nie ma zamiaru oglądać „walki wieczoru” może wyjść przed nią i na spokojnie wyjechać autem z parkingu ;).

Po MMA Attack 3 moje zdanie uległo zmianie po cóż czekać do 24 z tak pompowanym medialnie wydarzeniem? Rzućmy naszych uczestników freak show na szerokie wody, niechaj biją się o 20, gdy kolonia Januszy przesiaduje przed telewizorami i jest szansa na wywindowanie oglądalności. Umówmy się o północy imprezowicze szurają podeszwą o parkiet, a starsi ludzie śpią lub kończą oglądać kolejny film z Seagalem lub Van Dammem ;). Oddajmy też wreszcie pole do popisu tym dla których MMA to ciężki kawałek chleba. Proponuję zatem proste rozwiązanie undercard składający się z walk debiutantów lub młodych zawodników, którzy dopiero rozpoczynają zawodowe kariery, a następnie freak show, który będzie wizualnym przedłużeniem oficjalnego otwarcia gali. Światła, efekty specjalne, prezentacja zawodników, a tuż po krótkiej przerwie reklamowej występ freaków – w 30 minut gromadzimy przed tv masę ludzi, a później – no właśnie, a później zostają z nami Ci, którzy miesiącami czekają na wspaniałe emocje związane z walkami najlepszych polskich zawodników MMA na galach najlepszych polskich federacji.

Zamiast pompować kasę w freak fight lepiej dobrze wypromować galę, a niestety promocja gali MMA Attack 3 kulała i to wyraźnie. W porównaniu z ostatnimi galami KSW o MMA Attack niestety zrobiło się głośno dopiero na tydzień przed galą. Czas zacząć produkować countdowny oraz długie trailery promujące profesjonalnych zawodników mieszanych sztuk walki. W Polsce nie dysponujemy wielkimi halami sportowymi, największa w tej chwili Ergo Arena może pomieścić około 15 000 widzów i rozsądnie promowany event z udziałem najlepszych polskich zawodników MMA spokojnie wyprzeda bilety. Federacja MMA Attack niech dalej produkuje tak dobre eventy jednak zamiast freak show w polskim octagonie wolelibyśmy oglądać Marcina Helda, Łukasza Sajewskiego, Daniela Omielańczuka i innych którzy zasłużyli na walkę przed wspaniałą polską publicznością. A na koniec podsumowując cały artykuł dodam tylko, że fana można łatwo zyskać, kupić i rozkochać jednak równie łatwo jest stracić uznanie w jego oczach.