Reinier de Ridder nie jest fanem podejścia, jakie do sportu i życia prezentuje Jiri Prochazka. Holender uważa, że otoczka związana z byłym mistrzem UFC jest przesadzona, a momentami wręcz sztuczna.
Prochazka od dawna słynie z niekonwencjonalnego podejścia do treningów i przygotowania mentalnego. Czech nie stroni również od niebezpiecznych wyzwań. Swego czasu przepłynął około 30 metrów pod zamarzniętym jeziorem, a to tylko jeden z jego nietypowych wyczynów. Były mistrz kategorii półciężkiej wielokrotnie podkreślał również swoje przywiązanie do kodeksu Bushido.
Nie wszystkim jednak odpowiada filozofia prezentowana przez Czecha. Do grona sceptyków zdecydowanie zalicza się Reinier de Ridder.
De Ridder bez ogródek o Prochazce. „To wszystko wydaje się takie sztuczne”
Były podwójny mistrz ONE Championship pojawił się w rozmowie z Mikiem Owensem dla Full Mount MMA. Holender został zapytany, kogo uważa obecnie za najlepszego zawodnika kategorii półciężkiej – Jiriego Prochazkę, Magomeda Ankalaeva czy może kogoś zupełnie innego.
De Ridder szybko skreślił kandydaturę Czecha.
– Nie, zdecydowanie nie Jiri. Jeśli chodzi o umiejętności, to Ankalaev. Myślę, że gdyby doszło do walki Ankalaeva z [Carlosem Ulbergiem], to Ankalaev by wygrał – powiedział de Ridder.
Prowadzący postanowił dopytać Holendra, dlaczego ten tak szybko odrzucił kandydaturę Prochazki. Wtedy były mistrz ONE wyjaśnił, że zwyczajnie nie kupuje całej otoczki związanej z Czechem i jego specyficznym podejściem do życia.
– Jiri działa mi na nerwy z tym całym gównem o ninja. To już przesada, stary. Wszystko wydaje się takie sztuczne. Nie, to zdecydowanie nie mój gość – stwierdził de Ridder.
Co ciekawe, niewykluczone, że w przyszłości obaj zawodnicy będą mieli okazję wyjaśnić sobie różnice zdań bezpośrednio w oktagonie. Już 22 sierpnia de Ridder powróci do kategorii półciężkiej podczas gali UFC Sacramento. Holender zmierzy się z Romanem Dolidze, a obaj przystąpią do tego pojedynku po dwóch kolejnych porażkach.
Prochazka po raz ostatni pojawił się w klatce w kwietniu. Wielu kibiców uważa, że Czech zaprzepaścił wówczas ogromną szansę na ponowne zdobycie mistrzostwa UFC. Carlos Ulberg już na początku pojedynku nabawił się kontuzji więzadła ACL, ale Prochazka nie wykorzystał problemów przeciwnika. Zamiast tego zwolnił tempo, a ostatecznie sam został znokautowany jeszcze w pierwszej rundzie.