Jan Ciepłowski ma za sobą wyjątkowo burzliwy okres poza klatką, który mocno wpłynął na jego podejście do sportu. „Jasiu” przed występem na King’s Arena 4 przyznał, że niedawne problemy nie odebrały mu motywacji. Wręcz przeciwnie – dziś chce korzystać z kariery jeszcze mocniej niż wcześniej.
Ciepłowski należy do ścisłej krajowej czołówki kategorii koguciej. Fanatyk ŁKS Łódź w 11 zawodowych walkach przegrał tylko raz, podczas gali PFL Europe. Jego dalszy rozwój na międzynarodowej scenie został jednak nagle zahamowany.
Problemy prawne sprawiły, że „Jasiu” trafił do aresztu, a po wyjściu nie może obecnie opuszczać kraju. Zawodnik nie zamierza jednak czekać bezczynnie na zmianę sytuacji i pozostaje aktywny na polskiej scenie.
Ciepłowski: „W ogóle mnie to nie podłamało”
W lipcu Ciepłowski wrócił do rywalizacji i zwyciężył podczas gali DWM. Kolejna walka czeka go już w najbliższą sobotę na King’s Arena 4, gdzie wystąpi przed własną, łódzką publicznością.
W materiale przygotowanym dla social mediów organizacji „Jasiu” odniósł się do wydarzeń z ostatnich miesięcy. Przyznał, że trudna sytuacja uświadomiła mu, jak szybko można stracić coś, co wcześniej wydawało się oczywiste.
– Na pewno doceniłem to, co się wokół mnie działo, co nie? Że coś można szybko stracić… Ale w ogóle mnie to nie podłamało, tylko jeszcze bardziej napędziło, jak mam być szczery.
Ciepłowski podkreślił, że obecnie stara się przede wszystkim czerpać więcej przyjemności ze sportu i nie odkładać niczego na później.
– Zacząłem doceniać to, co się wokół mnie działo i zacząłem jeszcze większą frajdę z tego wszystkiego czerpać. Wiem, że czas płynie nieubłagalnie, ale widzę, że co roku jestem już starszy, więc chcę to wycisnąć jak cytrynę, jak najwięcej z tego zabrać i się cieszyć tym. Żeby potem nie żałować, że coś zaprzepaściłem.
Choć międzynarodowe plany „Jasia” muszą na razie poczekać, sam zawodnik nie traci czasu. King’s Arena 4 będzie kolejną okazją, by podtrzymać dobrą formę i wykorzystać sportowy moment najlepiej, jak tylko się da.