Iwo Baraniewski nie zamierzał długo rozpamiętywać pierwszej zawodowej porażki. Już dzień po UFC 331 „Rudy” usiadł do obszernej rozmowy, w której przeanalizował starcie z Alonzo Menifieldem, wskazał elementy, które wpłynęły na jego taktykę i otwarcie powiedział, czego żałuje najbardziej.
Baraniewski otwierał kartę główną UFC 331 w Los Angeles i mierzył się z Alonzo Menifieldem. Polak przystępował do pojedynku jako niepokonany zawodnik, a oczekiwania wobec niego były bardzo wysokie. Po trzech rundach sędziowie niejednogłośnie wskazali jednak zwycięstwo Amerykanina. Tym samym „Rudy” po raz pierwszy w zawodowej karierze musiał zaakceptować porażkę.
Co istotne, nie było to jednostronne starcie. Baraniewski miał swoje momenty, a werdykt pokazał, że do zwycięstwa naprawdę zabrakło niewiele.
Baraniewski po UFC 331: „Niewiele zabrakło”
Iwo już wielokrotnie udowadniał w oktagonie, że nie brakuje mu charakteru. Tym razem pokazał go także poza klatką. Już następnego dnia 27-latek spotkał się z Hubertem Mściwujewskim, który dzięki współpracy z Fortuną pojawił się w Los Angeles.
Baraniewski przyznał, że najbardziej boli go fakt, iż walka była naprawdę bliska, a dodatkowo miała spore znaczenie dla jego dalszej pozycji w dywizji.
– Najbardziej mi szkoda właśnie, jak już mówiłem też zakulisowo, że bliska walka była. Tego najbardziej mi szkoda. Jeszcze to była walka rankingowa, fajna, mocna i tam niewiele, niewiele zabrakło. No ale co, tak musiało być – powiedział „Rudy”.
W trakcie starcia uwagę części kibiców mogło zwrócić to, że Baraniewski rzadko korzystał z kopnięć. Polak wyjaśnił jednak, że nie był to przypadek, lecz element świadomego podejścia do walki.
– Bałem się kopać, bo on kontrował kopnięcia. Jakbym się gdzieś odsłonił, bym na zmęczeniu kopnął… Dwa razy kopnąłem gdzieś fronta i jakiegoś high kicka. A lowa się trochę bałem, bo widziałem też, że jak się z tym Jimmym Crute’em bił, to jak [Jimmy Crute] kopał mu lowa, to on od razu ładował go prostym prawym albo sierpem. Parę razy nawet jak zrobiłem jakiś przyruch, to właśnie od razu ruszał tą ręką, więc bałem się, że gdzieś na zmęczeniu ręce będą niżej, kopnę i mnie trafi.
Baraniewski wiedział więc, że przy tak mocno bijącym rywalu każde otwarcie może zostać natychmiast wykorzystane. Zamiast ryzykować, ograniczył część swojego arsenału i skupił się na bezpieczniejszym prowadzeniu wymian.
W tej samej rozmowie „Rudy” zdradził również, kiedy chciałby ponownie pojawić się w oktagonie. Cały materiał, w którym szerzej odniósł się do walki z Menifieldem i swoich dalszych planów, znajdziecie poniżej.