Home / KSW / Czym KSW zaskoczy nas w 2016 roku? Liczymy na progres i większą liczbę gal w skali roku

Czym KSW zaskoczy nas w 2016 roku? Liczymy na progres i większą liczbę gal w skali roku

Bez wątpienia federacja KSW zaliczy 2015 rok do udanych, śmiało można nawet użyć stwierdzenia, że tegoroczne eventy były swego rodzaju przełomowe, zwłaszcza jak spojrzymy na drugą połowę roku i dwie ostatnie gale. Gala w Londynie, pierwsza, historyczna poza granicami naszego kraju. Gala w Krakowie z największą walką w historii europejskiego MMA, a także z premierowym rozdaniem pasa w kategorii piórkowej i kapitalnym otwarciem (nareszcie!).

Odbiór gali KSW 33 w mediach społecznościowych był fenomenalny, a przecież event pokrywał się z galą bokserską Kliczko vs. Fury. Osobiście przyznam, że byłem zaskoczony iż tak wielu branżowych kolegów z innych europejskich krajów i zza oceanu zdecydowało się wybrać śledzenie transmisji z Tauron Areny – jak widać słusznie bo w trakcie gali w komentarzach na twitterze pełni euforii zachwycali się produktem zaserwowanym nam przez duet Martin Lewandowski & Maciej Kawulski.

Co zatem czeka nas w 2016 roku? Od wielu lat ludzie w branży podkreślali dwa ważne czynniki: jeśli KSW chce się rozwijać jako organizacja i wykonywać progres to musi zorganizować gale poza granicami Polski oraz zwiększyć ilość eventów w skali roku. Pierwszy punkt został już spełniony, a co z drugim? Otóż w wywiadzie po gali Maciej Kawulski podkreślił, że jako federacja są gotowi organizować mniejsze gale, określając je „ligą”, następnie przywołując formułę „Fight Club”. Ponoć wszystko w rękach Mariana Kmity dyrektora Polsatu Sport, na którego antenie miałyby być emitowane mniejsze produkcje. Zatem warto byśmy wszyscy zaapelowali do pana Kmity o otwarcie kolejnych drzwi i dołożenie cegiełki do dalszego rozwoju polskiej sceny MMA.

Wspomniany dyrektor Polsatu Sport jest od wielu lat fanem wszechstylowej walki wręcz, przed galą zapytany przez Mateusza Borka o faworyta walki wieczoru odpowiedział z uśmiechem „lubię Mameda”. Mamed ma już 35 lat, jeszcze starszy jest „Pudzian„, a przecież gdzieś trzeba wychować następców największych gwiazd i właśnie taka platforma dla młodych, zdolnych przydałaby się KSW. Nie Amatorski Puchar, lecz zawodowe pojedynki, tak by młodzi nie tylko spędzali godziny na salach treningowych, wylewając siódme poty, ale także po to by mieli gdzie rywalizować, przy dopingu sporej publiczności i by powoli mogli oswajać się z „wielkim” MMA. Kończąc wątek dorzucimy tylko, że mniejsze gale w założeniu mają być transmitowane darmowo, bez systemu PPV i w takim momencie chyba każdy powie „tak” na płacenie cztery razy w roku 40zł za PPV na dużych galach, jeśli wciąż sporadycznie będzie mógł włączyć Polsat Sport i zobaczyć transmisję z gali KSW za darmo.

Na moment powrócę do tematu ekspansji na inne rynki, tu też nie można się zatrzymać i poprzestać na Londynie. Oczywiście nie oczekujemy, że Martin i Maciej nagle zdecydują się na organizowanie czterech gal w Polsce i czterech w innych krajach, jednak w szerszej perspektywie takie rozwiązanie nie wydaje się brzmieć surrealistycznie. Bez wątpienia jednak najbliższym i najlepszym rynkiem do zaatakowania są Niemcy. Według wszelkich danych fantastycznym miejscem do zorganizowania gali jest Nadrenia Północna-Westfalia, ten land można po „naszemu” nazwać największym polskim województwem w Niemczech. W regionie jest wiele dużych miast jak Koln, Dusseldorf, Dortmund czy Essen, a według najnowszych danych liczba Polaków i Niemców polskiego pochodzenia wynosi na tym terenie około miliona mieszkańców. Dodatkowo nie ma tu bezpośredniej konkurencji w postaci UFC, które ostatnimi czasy regularnie odwiedza Berlin.

Pozostając przy rynku niemieckim znaczenie ma tutaj także fakt, że świetnie w klatce KSW prezentowali się Aziz Karaoglu i Abu Azaitar, którzy mieszkają i trenują w klubach z Dusseldorfu i Koln. Dodatkowo jest tam wielu ciekawych zawodników do przechwycenia np. Djamil Chan [11-2], Martin Buschkamp [9-0], Mike Engel [5-0], Saba Bolaghi [5-0], można też wrzucić do rozpiski zawodników z Danii, gdzie bez kontraktów z dużymi federacjami pozostają Mikkel Parlo [13-2], Joachim Christensen [12-3] czy Ayub Tashkilot [12-3].

Na koniec roku trzeba też postawić krzyżyk na kilku zawodnikach, którzy ostatnimi czasy w KSW nie zachwycali, trzeba sięgnąć po świeżą krew zwłaszcza w mało rozbudowanej dywizji piórkowej, a możliwości jest tu sporo bo są znani z mniejszych polskich gal Klaczek [10-3] czy niepokonani od ośmiu walk Wolański [9-1] i Łebkowski [13-4], a i poza granicami kraju znajdą się dobrzy fighterzy jak Niklas Backstrom [9-2], który niedawno powrócił na zwycięską ścieżkę po nieudanej przygodzie z UFC.

Tradycyjnie ciężko będzie „zrobić” coś ciekawego w dywizji średniej jednak reprezentujący ACB Anatoly Tokov [21-2] czy mistrz Deep Ken Hasegawa [10-0] są w zasięgu KSW. W obwodzie jest też znany z M-1 i ProFC Artur Alibulatov, który większość kariery walczył w LHW jednak udanie zszedł do dywizji średniej i obecnie może pochwalić się dobrym rekordem 17-2. Ogółem kopalnią talentów jest organizacja Absolute Championship Berkut, gdzie walczą tak mocne nazwiska jak Beslan Isaev [33-7], Arbi Agujev [29-6], Abdulvakhabov [11-2] i Magomedrasul Khasbulaev [22-5]. Z pewnością w grudniu oczy właścicieli KSW będą zwrócone w kierunku gali Venator 2, gdzie rękawice skrzyżują mistrz Cage Warriors Jack Hermansson i Berserker Maciej Różański – wygrany z tej walki powinien z automatu otrzymać propozycję od KSW, szkoda by było przegapić okazję na tak łakomy kąsek.

W dywizji ciężkiej bardzo interesującym wzmocnieniem byłby niepokonany od 11 walk 25-letni Rosjanin Denis Goltsov [16-4], który ma na rozkładzie zarówno Petera Grahama jak i Jamesa McSweeneya oraz Szymona Bajora. Ten zawodnik śmiało mógłby od razu zawalczyć o pas z Karolem Bedorfem, a jeśli KSW chciałoby go najpierw „przetestować” to mógłby stanąć oko w oko z Michałem Włodarkiem lub Michałem Kitą.

Potencjalnych wzmocnień niższych kategorii wagowych można też śmiało szukać w Japonii, gdzie dostępni są weteran Satoru Kitaoka [37-14-9], Kota Shimoishi [15-3], Takasuke Kume [17-4-4], Yusuke Yachi [13-4] i Yutaka Saito [10-1-2]. Zamykając całość przede wszystkim KSW musi aktywnie działać na rynku przez cały rok bo biorąc pod uwagę przyszłość nie można tracić takich talentów jak Paweł Kiełek, Roman Szymański czy Michał Michalski na rzecz FEN. Nie każdy młody będzie od razu wygrywał i piął się w górę wewnętrznych rankingów federacji, a ostatnie lata pokazują, że kariera zapowiadającego się świetnie zawodnika może szybko wyhamować – tak jak miało to miejsce w przypadku Kuby Kowalewicza czy Anzora Azhieva. Warto zatem mieć wielu takich zawodników pod ręką po to, aby nie utknąć w przyszłości w martwym punkcie.

 

Zobacz także

Vitor Belfort i Wilson Witzel zapowiedzieli galę One Championship w Rio de Janeiro

Wiele wskazuje na to, że najpóźniej w pierwszej połowie 2020 roku singapurska organizacja One Championship …